When Diplomacy Fails - temat główny gry

Locked
User avatar
Edek
Gracz
Posts: 414
Joined: Sat Sep 08, 2012 2:10 pm

Re: When Diplomacy Fails - temat główny gry

Post by Edek » Thu Apr 16, 2020 8:28 pm

Gaara:
- NEXPO cieszy się umiarkowanym zainteresowaniem. Wszyscy siedzą i tak siedzą już jak szpilkach, więc wydarzenie nie jest tak duże jak przewidywano. Jednak zarówno Qilin jak i Gaara pokazują się w Międzymorzu jako pionierzy w myśli technologicznej (choć złośliwi szczerze mówią o podpierdalaniu pracy innych i niskim wkładzie własnym).
- Zwycięstwo i dojebanie Koiończyków cieszy lud Gaary. Grecy sami ruszyli na Gaaryjczyków, a Ci wspólnie z Altianami i Qilinem rzucili przeciwników na kolana. Upadek KRWN stał się początkiem przemian, a dziś jeden z dwóch zwycięzców tamtej wojny został pokonany.
- Naród jednoczy się wokół Sargona który zaledwie w rok stał się jednym z głównych rozgrywających w Międzymorzu.
- Triumf Gaary jest wielki, tak samo jak wielka jest nadzieja na lepsze jutro i "nowe" Międzymorze w którym to już nie Koion Hellenon czy Aquilia będą przewodzić, a właśnie Gaara.
Poparcia i duma wzrastają do 2,0

RWN:
- Ach jakże piękny koniec :)
- Wydarzenie na równinie doskonale wbija się świadomość młodego narodu. "Cud czerwonych wstążek" staje się jednym z wielu mitów tej wojny, ale chyba tym najbardziej pozytywnym, bo faktycznie kończącym wojnę.
- Sakuarno zapłaci swoją cenę, jednak odbędzie się to w sposób cywilizowany - taka narracja trafia do ludu który to kupuje.
- Rozpierdolenie Koionu to jest szczyt chwały jaką mogą sobie wyobrazić mieszkańcy równiny, rok temu to oni uciekali przez Koiończykami, dziś to Koiończycy uciekają przed nimi. Faszyści z Amestris również gryzą piach i bardzo dobrze.
- Wizja zamieszkania w RWN nie jest kusząca, ale do Trójstolicy zaczyna spływać kapitał Trakoński i Sahrański, zwłaszcza ten drugi, w przyszłości utworzą się nawet sensownej wielkości mniejszości, ale to już całkiem inna historia...
- Naród Welkiej Równiny jeszcze nie dawno nie wiedział, że tym narodem jest. Ale dziś już wie, na fundamentach wojny, głodu i kolejnej wojny buduje się nowe społeczeństwo i choć droga przed jaką stoi jest długa i kręta to po raz pierwszy od setek lat na tą drogę zdaję się padać nie cień, a słońce. Kanclerz przeprowadził lud równiny przez głód, przeprowadził przez wojnę, a dziś wytycza nowy kurs i rozpoczyna drogę ku prawdziwej wolności - kult jednostki nie zawsze oznacza zamordyzm, czasem wystarczy jedynie lekka inspiracja. Tak jest w tym przypadku, Gutxi w krótkim czasie staje się prawdą objawioną, a działający aparat propagandowy nikogo z tej tezy nie wyprowadza.
- Wojna z Amestris w istocie nie jest skończona, nie mija wiele czasu a stalowe zagony RWN przekraczają dawną granicę. Na pancerzach niektórych z pojazdów cały czas widać niedbale zamalowane krzyże, jednak te walki to już całkiem inna historia...
- RWN triumfuje, wyklęty lud Międzymorza powstaje i zrzuca okowy klasyków po zaledwie roku.
+0,5 do poparcia przywódcy
+0,4 do dumy narodowej


Altis:
- Altis również triumfuje, ale przemówienie Arystiona nie porywa tłumów, może dlatego, że ten zapomniał zmyć śladów szminki z szyi, a sama koszula wodza roi się od plam? Lud rozumie radość zwycięstwa, ale nikt chyba nie oczekiwał, że wódz będzie przemawiał jeszcze najebany? Szkoda, no szkoda
+ 0,2 do poparcia przywódcy
+ 0,2 do dumy narodowej

Takistan:
- To było szybkie, brutalne i ambitne. Takistan w pył rozbił jedno z najsilniejszych państw regionu, lud jest pewny, że nikt, ani nic nie powstrzyma Taków przed przywróceniem chwały Abbarastnu, a powrót dawnego splendoru to jedynie kwestia czasu.
- Nawet Afrenowie obsrali zbroje przed Takistanem, być może nadszedł czas na zrewidowanie granic w Ursanie? Coraz więcej osób mówi również o konieczności rozmowy z Zekistanem, bo prawdziwy wróg czeka na północy, ale to wszystko to pieśń jedynie pieśń przyszłości... tymczasem dziś jest czas radości z zwycięstwa.
+ 0,3 do poparcia przywódcy
+ 0,3 do dumy narodowej

User avatar
Edek
Gracz
Posts: 414
Joined: Sat Sep 08, 2012 2:10 pm

Re: When Diplomacy Fails - temat główny gry

Post by Edek » Thu Apr 16, 2020 8:38 pm

Koniec Tury 13 (Styczeń 2020)

Chernorus Voice:
I tak oto umierają setki
Jakież zło tkwi w ludziach, który śmierć chętni są zadawać innym?Styczeń 2020 był bez wątpienia czasem kolejnych już tragicznych dla całego Międzymorza wydarzeń. Bezprecedensowy atak Koion Hellnonu, Republiki Amestris oraz Republiki Sakuarno rzucił długi cień na cały region w konsekwencji doprowadzając do wybuchu krótkiej, lecz szalenie intensywnej wojny.

Jej skutkiem jest ostateczny upadek pogrążonego w wojnie domowej Amestris, ekonomiczny i polityczny upadek Koionu Hellenonu, a szerzej rozpad całego bloku Klasyków. W przeciągu kilku dni na obszarze tak dotkniętego zniszczeniem Morza Zielonego zginęło i zostało rannych ponad tysiąc osób. Armie ruszyły na siebie i obracały miasta w perzynę niczym w wagnerowskim Gotterdammerung. Ale po co to wszystko? Czy coś rzeczywiście się zmieniło? Czas pokaże, ale bez wątpienia nadchodzący rok będzie bardzo ciekawym czasem na całego Międzymorza.

User avatar
Edek
Gracz
Posts: 414
Joined: Sat Sep 08, 2012 2:10 pm

Re: When Diplomacy Fails - temat główny gry

Post by Edek » Thu Dec 24, 2020 5:45 pm

Oh hello there :D
Altis – Spiżowy pomnik:
Pierwsze promienie wschodzącego słońca omiotły położone na północ Altisu miasteczko Oreokastro które z wolna budziło się do życia. W tym wypadku samo okkreślenie miasteczka jest sporym nadużyciem. Albowiem wedle spisu ludności z 2025 roku w obrębie osiedle mieszkała ledwie dwa tysiące osób, co czyniło je tak naprawdę co najwyżej większą wioską - jednak z racji na jego znaczenie, nikt nie sprzeciwiał się podczas nadania “miastu” praw miejskich kilka lat później.

Nad miastem górowały nie tylko szczyty pobliskich wzgórz, ale i rozległa posiadłość, która bez wątpienia sama w sobie była najważniejszą z lokalnych atrakcji. Był to, a właściwie jeszcze przez kilkanaście minut jest dom byłego już przywódcy Republiki Altis Arystion Anvarasa. Jednak ponownie określenie „dom” jest pewnym nadużyciem, W istocie jest to prawdziwa twierdza, że stała ochroną, systemami obrony plot i dziesiątkami gwardzistów pilnujących bezpieczeństwa wodza.

Jutrzenka wdarły się i do sypialni samego wodza. Próżno jednak szukać w niej ornamentów lub przepychu. Co prawda cały czas stało w niej ciężkie, wykonane ze sławnych na całym świecie Ammestriańskich cedrów łoże z baldachimem jednak od miesięcy pozostawało puste. Arystion podłączony do aparatury podtrzymującej życie leżał na łóżku szpitalnym dożywając kresu swoich dni pośród hordy lekarzy i pielęgniarek, przy okazjonalnych wizytach zatroskanych losem wodza dygnitarzy.

Dziś w pokoju jest nadzwyczaj dużo ludzi, informacja o pogarszającym się stanie zdrowie i niechybnie nadchodzącej śmierci zmobilizowała zarówno rodzinę, jak i władze państwowe do raczej już ostatniej wizyty. Cały czas nieznana, jest ostatnia wola odchodzącego przywódcy. Wola, która nada Republice Altis kierunek na następne lata – zgromadzeni sądzą, że za chwilę usłyszą kto spośród nich zostanie namaszczony do samodzielnego kontynuowania kierowania narodem Altiańskim, są jednak w błędzie. Nawet w ostatnich godzinach życia Arystion Anvaras zaskoczy swoich następców.

Arystion Anavaras nie był w stanie się ruszać od lat, powolna gehenna miała się jednak ku końcowi, co z wyraźną ulgą przyjmował sam główny zainteresowany. Pomniejszone dawki leków zapewniły mu przynajmniej cząstkę dawnej światłości umysłu. Wodząc wzrokiem po zgromadzonych próżno było szukać zazwyczaj zalegającej w oczach mgły. Wódz po raz pierwszy od miesięcy faktycznie był w swojej sypialni.

Rozmawiał, świadom nadchodzącego końca. Pierw z dygnitarzami i politykami, później z rodziną, dziećmi, wnukami, prawnukami. Nie padło jednak żadne słowo, które można było uznać za wyraz ostatniej woli odchodzącego przywódcy. Rozmawiając z jednym z wnuków nagle osłabł, a mgła na powrót zasnuła oczy. Do usuwającego się na poduszki mężczyzny dobiegli lekarze, ale i wierny adiutant, który widząc, iż kres jest naprawdę bliski, a za kilka minut Altis zostanie już na zawsze bez swojego przywódcy zapytał wprost

-Kto, kto z Nas ma prowadzić Altis? Arystionie kto ma być Twoim następcom.

Odpowiedź, nie została dana spiżowym głosem, przed którym niegdyś drżało Międzymorze, lecz drżącym głosem umierającego starca.

-Najsilniejszy, jedynie najsilniejszy z Was jest godzien przywództwa.

Zamykając oczy wódz osunął się na poduszki z świstem po raz ostatni w życiu wypuszczając powietrze z płuc.

Tak oto odszedł człowiek, który z narodu podzielonego i rozbitego stworzył naród silny i zjednoczony. Człowiek, który nie bał się rzucić na szalę tysiącletniej przyjaźni wierząc w swoją rację. Człowiek kochany przez krajan, a nienawidzony przez wrogów. Ten który pierw uderzył w odwiecznych wrogów, ale później wyciągnął ku ni rękę, którą Ci przyjęli i dziś po raz pierwszy od tysięcy lat Persowie i Altianie nie muszą żyć w strachu.

Żywot Arystion Anvarasa dobiegł końca, ale historia narodu Altian trwa dalej. Wielki wódz postawił spiżowe fundamenty i wzniósł silny budynek, czy jego następcy podołają temu dziedzictwu? Czy może wręcz przeciwnie, obrócą je wniwecz? Czas pokaże, a historia oceni czy najsilniejszy faktycznie był godnym.
Gospodarka:

Altis, rósł w oczach. Świetne relację z Gaarą umożliwiła kontrolę zachodnich brzegów Morza Karmazynowego, dodatkowo sama współpraca z tak blisko związanym z Europą krajem otworzyła dla Altian wiele nowych rynków zbytu.

Pojednanie z Persami, choć długie i trwające dekady stało się faktem, zakopano topór wojenny, a co za tym idzie rozpoczęto budowę sieci powiązań gospodarczych z Devrekani. Co wzbogaciło nie tylko Altis, ale i biedne Stratis. Które dzięki przychylnej polityce władz stało się ciekawym tyglem kulturowym syntezy kultury altiańskiej i devrekańskiej, a zarazem lokalnym centrum handlu morskiego z jednym z większych portów regionu.

Dziś Altis stoi turystyką jak żaden z innych krajów regionu, tysiące ludzi odwiedzają wyspę przez cały rok przynosząc ogromne zyski dla całego kraju. Przynoszą jednak i zależność gospodarczą od sytuacji politycznej – co zaś spowodowało zmianę nacjonalistycznego kursu na demokratyczny i liberalny i chociaż częściowy powrót dawnych, altiańskich obyczajów.

Polityka:

Altis porzucił przyjaźń z kuzynami z Koionu i choć wielu cały czas patrzy przychylnie na Greków z północy to o dawnej przyjaźni nie może być już mowy. Co prawda przywrócono relacje dyplomatyczne, a same stosunki układają się w miarę poprawnie to Unia Klasyczna należy do historii. Altianie wyleczywszy się z kompleksu tych gorszych Greków, już chyba nigdy nie wejdą pod Koiońskiego buta.

Rozkwitły natomiast relację z neowschodem, zwłaszcza z Gaarą która nie dość, że okazała się lojalnym sojusznikiem podczas wojny z Koionem, to po samych walkach cały czas stała przy Altisie umożliwiając wspólny rozwój gospodarczy i dominację na akwenach zachodu.

Jeżeli zaś chodzi o Devrekani, Persowie nie zostali i raczej nigdy nie zostaną przyjaciółmi Greków. Jednak oba państwa nauczyły się żyć ze sobą, tak, że po dziesięciu latach od samej wojny w Hevropolis podpisano wspólne memorandum władz obu państw, którego pierwsze słowa brzmiały znamienne „Przebaczamy, ale i prosimy o przebaczenie...” rozpoczynając tym samym nowy okres w relacjach persko – greckich.

Qilin, wyrachowani Azjaci z wschodu byli razem sojusznikiem ad hoc, aniżeli stałym przyjacielem. Zbyt wiele różniło oba państwa by cokolwiek poza poprawnymi relacjami mogło przetrwać dłużej i choć po dziś dzień Qilińczycy i Altianie nie pałają do siebie otwartą wrogością to czymś naturalnym stały się akty szpiegostwa oraz wzajemnego sabotowania swoich wysiłków w całym Międzymorzu.

Przyjacielem stali się natomiast Iszwalczycy, którzy po dziś dzień pamiętają tych którzy uratowali ich młody kraj przed hordami religijnych fanatyków z Amestris. Altianie na długo zagościli w Iszwalu za sprawą instalacji wojskowych. Jednak przed dosłownie pięcioma lat i ten czas się skończył, a ostatni Altiański żołnierz opuścił Iszwal.

Jeżeli zaś chodzi o Amestris, wojska Altiańskie na przełomie lat jeszcze kilka razy były zmuszone wkraczać wspólnie z Iszwalczykami do ogarniętego wojną domową kraju, niszcząc komórki terrorystyczne „Posłańców Baranka” i ostatecznie w roku 2023 zabijając samego „mesjasza” Szymona Nissę. Dziś w Amestris panuje jednak pokój, a liberalne rządy w Opatin doprowadziły do odwilży w stosunkach, jednak nikt nie ma wątpliwości co do charakteru tej relacji i faktycznej pozycji (a raczej jej braku) Amestris w Międzymorzu.

Polityczne wpływy Altisu jednak najmocniej manifestują się nie w pozostającym w Qilińskije strefie wpływów Iszwalu, a w Wielkiej Równinie – gdzie wykreowany naród stale pamięta o przyjaźni z wyspiarskimi Grekami. Stwierdzenie, że przemysł Altiański opuścił kraj nie jest nadużyciem, bo blisko osiemdziesiąt procent tej gałęzi gospodarki od dekad faktycznie bytuje w RWN'ie. Nikomu jednak zdaje się to nie przeszkadzać.

Podsumowanie:

Altis zwyciężył, co do tego nie ma wątpliwości. Wzrost gospodarczy, ale i wzrost znaczenia politycznego. Utrzymanie poprawnych relacji z zachodem, ale i z większością sąsiadów. Rząd w Kavali z rozgrywanego stał się jednym z głównych rozgrywających na południu Międzymorza. Jednocześnie jednak uzależnił się od regionu, przerzucając sporą część własnej gospodarki na biedniejsze kraje, samemu zaś zajmując się drugim co do wielkości wydobyciem ropy w regionie oraz inwestycjami turystycznymi co stanowczo umniejszyło możliwości konwencjonalnego reagowania na kontynencie (każdorazowa interwencja w Amestris powodowało kryzys polityczny, ale i pomniejsze załamanie polityczne). Republika Altis zmieniła się, przechodząc długą drogę od biednej populistycznej demokracji poprzez silny nacjonalistyczny autorytaryzm do czegoś co najłatwiej chyba określić liberalną fasadową demokracją. Dekady minęły od kiedy Altiański żołnierz zmuszony był walczyć, dziś w erze dobrobytu wojna wydaje się czymś całkowicie abstrakcyjnym.

Śmierć Arystiona Anavarasa to kres ważnej epoki w dziejach tego kraju, jednak gdy umiera król zawsze wzrasta ktoś nowy, a młode wilku gotowe rzucić się sobie do gardeł były już dekady temu. Dziś, gdy ten którego nazywano międzymorskim ogarem Waszyngtonu gryzie piach, wreszcie mogą to zrobić. Jaką ścieżką pójdzie Altis? Czas pokaże. Jedno jest pewne dziś jest to inny kraj od tego który walczył pod Stratis, czy w Iszwalu. Czy to dobrze?
Republika Wielu Narodów – Naród z niczego
Czasem się zastanawiam, czemu tu jesteśmy. Co jest naszym celem i czy nie jest nim tylko śmierć. Za moimi plecami nazywają mnie zgorzkniałym nihilistą może i mają rację. Myśl o śmierci jest cały czas w mojej głowie. Sprawia, że pomimo cierpienia nie chce odejść, bo się jej zwyczajnie boje. Straciłem przyjaciół, rodzinę. Jednych zabrał głód, innych wojna, a jeszcze innych po prostu czas. To dla nich całe życie walczyłem bitwy, lecz nawet gdy ich zabrakło te bitwy się nie kończyły. Koszmar wojny, zamieniony w koszmar głodu, a ten w koszmar brutalnej polityki. Zabijałem i raniłem wrogów, tak jak i oni ranili mnie. Lecz nieważne jak ciężki bój toczyłem to zwyciężałem.
I widziałem, a oto koń biały, a ten, który na nim siedział, miał łuk, i dano mu koronę, i wyszedł jako zwycięzca, ażeby zwyciężał.
Jeden z wersów świętej księgi chrześcijan, w którą nigdy nie wierzyłem i dziś będąc u kresu życia dalej nie wierzę. Wers, z którym się utożsamiam. Przed latami to My byliśmy jeźdźcem apokalipsy. Dla niegdyś rządzących zachodem fanatyków spod znaku krzyża. Dla pławiących się w luksusach Greków których rzuciliśmy na kolana. Przebijając czaszki strzałami, byliśmy zwycięzcą, zwycięzcą największej z wojen jakie dotknęła region.

A ja byłem tym który owe strzały wystrzeliwał i kierował nasze zastępy. Dziś jednak nie trzymam już łuku, a jedynie koronę z cierni. Siedząc na tronie wzniesionym na krzywdzie i bólu tych których uznałem za wrogów. Zgorzkniały, trwożny starzec bojący się osądu za swoje czyny. Nie dałem Wam demokracji, nie dałem Wam wolności. Na krwi zbudowałem fundamenty, na których Wy być może wzniesiecie trwały dom dla siebie i tych którzy przyjdą po Was.

Niech taki będzie mój testament, niech taka będzie moje spuścizna i to co Wam bracia i siostry pozostawiam. Przed wiekami byliśmy wolni, później legiony zamieniły Nas w niewolników którymi byliśmy przez wieki. Ja Wam tą wolność zwróciłem, lecz nie oddałem jej całej. Dziś jednak nadszedł dzień, w którym oddam to co zagarnąłem.

Mniejszym, po konsultacjach z Radą Najwyższą ogłaszam pierwsze wolne wybory (…)

Gospodarka:
Ten kto niewiele ma, cieszy się wszystkim. Tak cieszyli się też mieszkańcy Wielkiej Równiny, gdy i do nich przyszedł wzrost gospodarczy i choć dziś kraj ten nadal jest biedny to bez wątpienia przeżywa najlepszy okres w swojej historii.

Zagłębie przemysłowe Międzymorza, w którym swoje udziały ma praktycznie każdy z sąsiadujących krajów, dodatkowo całkiem sprawnie działający sektor usług i poszanowanie dla jeszcze nie tak dawno abstrakcyjnej własności prywatnej i przedsiębiorczości sprawiły, iż RWN szybko wskoczył na pozycję “średniaka”, a w niektórych kwestiach przegonił nawet sąsiadujące Sakuarno.

Polityka:
Słuszne były obawy Daiszoto Selima Bradleya. Kanclerz daleki był od bycia demokratom. Nie opadł wojenny pył, a przez kraj przetoczyła się fala czystek osób powiązanych z dawnym reżimem. Wprowadzona dyktatura oparłszy się na wojsku i protekcji lokalnych hegemonów stała się wyrazem stabilności. Gutxi nie popuścił smyczy narodowi ani o centymetr kierując i kształtując go wedle własnej woli, tłumiąc wszelkie przejawy buntu i nieposłuszeństwa, w sposób którego nie powstydziliby się jego poprzednicy.

Polityka zagraniczna oparłszy się o strategiczny sojusz z Gaarą i politykę balansu pomiędzy rywalizującymi Qilinem i Altisem dała stabilność. Każdy miał wpływy w RWN, nikomu więc nie opłacało się go destabilizować.

Zasadną kwestią jest jednak ostateczne oderwanie się sporej części terytorium dawnego KRWN od RWN do sąsiadujących państw Koionu Hellenonu i Aquili i choć korekty granicy zostały poczynione, a zdobycze Koiońskie zostały mocno ograniczone to Rzymianie zachowali całość podbojów. Zwyczajnie nikt nie chciał wracać nawet do cudownie zmienionego RWN.

Podsumowanie:
Tak jak KRWN przegrał z kretesem, tak RWN wygrał. Ciągły wzrost, zarówno ten gospodarczy jak i polityczny umożliwił kreację stabilnego organizmu państwowego którego wpływ na politykę regionu był i jest znaczny. Polityka balansu pomiędzy Alitsem i Qilinem dała wymierne efekty, gdyż oba kraje prześcigały się w poszerzaniu swoich wpływów na równinie pompując w młode państwo niebotyczne ilości pieniędzy.

Upadek Amestris i przemiany w Sakuarno połączone z faktyczną wasalizacją Trakonii przez Takistan doprowadziły do braku przeciwników. Co prawda podnoszona kilkukrotnie sprawa nielegalnych nabytków terytorialnych Iszwalu stała się zarzewiem wielu konfliktów, lecz nigdy tak naprawdę nie doprowadziła do eskalacji.

Wielka Równina zmieniła się i dziś w czasach pokoju mało kto pamięta jakie życie musiano prowadzić tu kiedyś. Pokolenia dzieci pokoju znają jedynie dostatek, łapczywie patrząc w przyszłość i w to co przyniesie. Nie ma w nich trwogi, nie ma w nich strachu ani poczucia bycia gorszymi. Lud Wielkiej Równiny stoi dziś sam, dumny i gotowy na wyzwania przyszłości. Ofiara setek tysięcy robotników i niewolników nie poszła na miarę.

Gaara – ziemia wreszcie obiecana
Szerokie ulice Nowej Niniwy budziły się do życia. Miasto będące centrum usług całej Gaary w niczym już nie przypominało dawnego miasteczka garstki zagubionych uchodźców, strzeliste wieżowce z logami korporacji kładły cień na popadającą w ruinę tradycyjną zabudowę. A niegdyś tak ważne dla gaaryjczyków kościoły burzono bądź przemieniano w cieszące się doskonałą renomą w całym międzymorzu kluby nocne. Przemiany jakie rozpoczęły się wraz z przejęciem władzy przez młode pokolenie dały swój wyraz w odejściu od kojarzonej z pewnego rodzaju małomiasteczkową tradycją i konserwatyzmem. Sojusz liberałów i lewicy tchnął nowe wartości w naród gaaryjski, których wypadkową była niespotykana praktycznie w świecie laicyzacja. Społeczeństwo pokonawszy pierw komunistyczne zagrożenie, a później religijny fanatyzm z północy miało chyba wyraźne dość wszystkiego co by je krępowało. Przynajmniej młodsza część tego społeczeństwa. Oczywiście nie obyło się bez protestów, narodowcy, chadecy i prawica długo walczyli przeciwko prawom osób homoseksualnych, jednak walka ta była walką z wiatrakami. Kolejne coraz to bardziej “otwarte” roczniki wchodziły w dorosłość dając progreswistom ciągły wzrost poparcia. Zatraceniu uległa zarówno kultura religijna Gaary, którą dziś traktuje się raczej jako ciekawy folklor, a ostatnim czasy nawet tożsamość gaaryjska ma się coraz gorzej. Jedni mówią, że takie są koszty postępu, inni, że to jedynie chwilowy trend. Którzy mają racją? Nie wiadomo, ale dziś Gaara na pewno nie przypomina państwa którymi była jeszcze kilka dekad wcześniej.

Zapytacie się co stało się z Sargonem? Ojcem Nowej Gaary? Umarł kilka lat temu, miał całkiem ładny państwowy pogrzeb. Nowotwór nerek nie pozwolił mu cieszyć się za długo wnukami, a raczej jak się okazała po zeszłorocznym coming outcie bliźniaków wnuczkami. Zmarł jako symbol rewolucji, która nadała kurs Gaarze. Jednak zmielony przez demokrację nie odnalazł się ze swoim stonowanym przesłaniem w trybach wielkiej polityki. Część ludzi mówi, że w sumie chyba nawet nie chciał w niej uczestniczyć nie sposób im nie przyznać racji. Wraz z kolejnymi latami coraz bardziej wycofywał się z polityki by w końcu zniknąć z niej zupełnie. Prawica nienawidziła go za umożliwienie liberalnych reform i dopuszczenie do powstania Iszwalu, lewica za wstrzymywanie w latach późniejszych reform kulturowych. Co trzeba mu przyznać do końca życia pozostał wiernym swoim centrowym poglądom, niefortunnie dla Sargona społeczeństwo nie było chętne na taki przekaz.

Gospodarka:
Gaara związując się z Altisem, Qilinem i Devrekani stała się jednym z głównych graczy na rynku handlu dalekomorskiego w regionie. Doskonałe relację z Unią Europejską sprowadziły do kraju szereg korporacji. Tolerancyjna i lewicowa polityka co ciekawe nie rozpoczęła festiwalu świadczeń socjalnych, po dziś dzień kolejne rządy prowadzą zrównoważoną politykę socjalną. Dzisiejsza Gaara stoi usługami, jedyny przemysł jaki istnieje to stoczniowy, ale i on jest jedynie cieniem dawnych możliwości. Co nie oznacza, że sama Gaara zbiedniała, jest wręcz przeciwnie. Neowschód i oparcie się jednak na Qilinie spowodowało znaczący napływ kapitału z dalekiej Azji. Poprawne stosunki z Altisem, pomimo otwartej wzajemnej wrogości pomiędzy wyspiarzami, a Qilinem są cały czas utrzymywane. Choć uczciwie mówiąc próżno szukać dawnej serdeczności łączącej te dwa narody. Kolejny z kosztów postępu.

Polityka:
Gaara pokonała Koion Hellenon i zadała ostateczny cios niegdyś “braterskiemu” narodowi amestriańskiemu. Jednak upadek Optain nie zakończył problemów Gaaryjczyków, na północy od ich granicy wyrósł, albowiem całkiem nowy twór - Iszwal. Iszwal będący żywą emanacją wszelkich lęków społeczeństwa garyjskiego. Jednak samo społeczeństwo gaaryjskie się zmieniło, neoGaara wraz z upływem lat coraz lepiej znosiła obecność jak się okazało całkiem spokojnego sąsiada. Stosunki z Iszwalem układały się i dalej układają się dobrze. Być może jest tak z racji na cały czas rządzącego na północy tak zwanego “kalifa”. Kto wie, co się stanie, gdy go zabraknie? Co prawa fundamentaliści w samym Iszwalu praktycznie nie występują, podobnie zresztą jak w Gaarze. Jednak nie tylko religia determinuje konflikty. Nacjonalizm i chęć rewanżu czy chociażby zwykła chęć podboju mogą pchnąć nawet najbardziej pokojowe narody na wojenną ścieżkę, a droga liberalizmu którą kroczy Gaara może szybko się zmienić. Wojny wywołują ci którzy którzy nie pamiętają koszmaru poprzednich, a zarówno w Iszwalu jak i w Gaarze jest już coraz mniej tych, którzy pamiętają Amestriańską krucjatę.

Podsumowanie:
Gaara, obok Altisu i RWN jest największym z zwycięzców wojen jakie przetoczyły się przez Międzymorze u progu drugiej dekady XXI wieku. Skuteczna kampania na równinie pierw położyła kres istnieniu KRWN, aby później po niespełna kilka miesiącach ukrócić grecki imperializm. Ceną zwycięstwa była jednak tożsamość narodu, czy była to cena zbyt wysoka? To zależy kto pyta.

Qilin – Międzymorski Tygrys
Pomnik pięciu Kirinów symbolizuje pięć wiecznych rodów Qilinu. Wzniesiony w miejscu dawnej siedziby rady pięciu stał się szybko kluczowym punktem w całym Quilnie. To tędy przechodzą parady wojskowe, by oddać hołd zamordowanym w brutalnym ataku balistycznym będącym łabędzim śpiewem Republiki Sakuarno.

Taka właśnie parada i dziś kroczy ulicami miasta. Kilometry ma kolumna wojsk, albowiem dziś maszerują nie tylko Qilińczycy, ironicznie obok nich maszerują Maraici z Sakuarno. Które od dekad jest w zasadzie potulnym wasalem Qilinu aniżeli niepodległym państwem będąc miejscem taniej siły roboczej oraz głównym rynkiem zbytu. Przedziwna symbioza oparta na zastraszeniu i opleceniu gospodarki Sakuarno z jednej strony pozbawiła Sakuarno niepodległości z drugiej jednak przyniosło znacząca poprawę jakości życia znacznej części społeczeństwa.

Stałym elementem parady “wieczystej przyjaźni” jest kurtuazyjny akt przeprosin składanych przez oficerów wojsk Sakuarno na ręce następców wielkich rodów Qilinu. Uroczyste słowa, które co roku z trudem przechodzą Sakuarńczykom przez gardło mają im przypominać kto w tej relacji jest Panem, a kto sługą. Emanacja zasad konfucjanizmu w polityce międzynarodowej jakiej próżno we współczesnym świecie. Quilińska strefa wpływów jest ogromna, a parada na której goszczą wszyscy wasale i sojusznicy jest tego najlepszym przedstawieniem

Polityka:
Qilin szybko podporządkował sobie Sakuarno. Nie stało się to jednak za sprawą oręża, a biznesu i wpływów gospodarczych. Setki milionów dolarów popłyneły do Sakuarno zaciskając wtedy jeszcze nieświadomym elitą coraz ciaśniej pętle na szyi. Gdy Maraici przejrzeli na oczy było już jednak za późno. Dziś jedynie garstka opiera się Qilińskiej dominacji.

Co ciekawe to również Qilin był głównym motorem utworzenia quazipaństwa Republiki Palai które stało się de facto rezerwatem Bahassa, dziś będąc jednym z najbiedniejszych państwa na Ziemii. Palai kontrolujące znaczną część wysp stało się ciekawym miksem ludności tubylczej oraz co zaskakujące hiszpańskojęzycznej elity. Po dziś dzień ciężko o jakiekolwiek źródła traktujące o tym “państwie”.

Qilin szybko ustawił się na kursie kolizyjnym z kształtującą się hegemonią Altisu, jednak obie strony ograniczyły się do wzajemnego utrudniania sobie życia. Zwłaszcza iż to właśnie Qiliński biznes przejął na spół z Gaarą młody Iszwal. Cicha wojna trwa od dekad i choć na papierze zarówno Altis jak i Qilin pozostają “wiernymi ideałom aliansu” sojusznikami to ilość ofiar tej wojny idzie w setki. Biznes to biznes prawda?

Podsumowanie:
Qilin stał się niekwestionowanym liderem wschodu Międzymorza, z którym liczyć się musi każdy, nawet na powrót zjednoczony Takistan. Największe centrum usług, z świetnie prosperującą giełdą i systemem przywodzących na myśl Szwajcarię banków. Doskonale wyposażone i wyszkolone siły zbrojne które interweniowały w całym Międzymorzu de facto pozwalając utrzymać niepodległość Karzegistanu, czy pojawiając się nawet na wschodzie w Kinsmudzie. Stała okazała się również władza wielkich rodów. Ani krzta demokracji nie wkradła się do Qilińskiego społeczeństwa, które, póki ilość zer na koncie w banku się zgadza wydaje się nie być zainteresowane demokratyzacją. Wyśmiewając światowe trendy demokracji bezpośredniej. Jednakże satyrycy za najważniejszy sukces Qilinu uznają jednak wyłączność na połowy Tuńczyka Karmazynowego który kiedyś stała się niemal zarzewiem wojny z wówczas jeszcze niepodległym Sakuarno.
Takistan - zrodzony by zwyciężyć
Kinsella upadła w tydzień, co i tak było szokiem dla przywódców Takistanu którzy zakładali nie więcej niż cztery dni walk. Jak widać Afrenowie nawet w beznadziejnej sytuacji potrafili dotkliwie gryźć. Jednak nic nie mogło zatrzymać pancernych zagonów Takistanu, które przecież kilkanaście lat wcześniej przetoczyły się przez Trakonię, a kilka lat temu przez “sojuszniczy” Zekistan. Dziś zielony sztandar proroka załopotał i w stolicy Afrenów. W czasie, gdy Takistańczycy kruszyli obronę stolicy Międzymorze jedynie patrzyło, albowiem dziś nikt nie odważy się stanąć naprzeciwko potomków Abbarów. Pakt stalowy formalnie cały czas obowiązujący to jedynie wydmuszka, nazywana często sojuszem kalek. Nikt w Koionie Hellenonie, ani Sakuarno nie myślał umierać za Kinselle, wyrazy współczucie dla narodu Afreńskiego to jedyne co wysłali dawni “sojusznicy”.

Polityka:
Takistan nigdy nie był częścią koalicji wymierzonej w Koion Hellenon, Takowie jedynie skorzystali z okazji danej im przez los. Wbrew obietnicom nigdy nie wycofano się z północnej Trakonii która szybko stała się pierwszą pozycją na długiej liście zdobyczy terytorialnych Takistanu. Samodzielna i twarda polityka braku ustępstw szybko wywindowała Zagrabad na lokalnego lidera, którego wyższość z biegiem lat uznała zarówno trawiona kolejnymi problemami zewnętrznymi Czarnoruś jak i izolacyjne Sahrani.

Lata zbrojeń i przygotowań nie były bezcelowe, wszak prawdziwy wróg czekał na północy. Podstarzały Sten Holt jak się miało później okazać w obawie o własne stanowisko w obliczu krążących nad nim młodych sępów zadecydował o rozpoczęcie inwazji na Zekistan w 2025 roku. Jak można się domyślać Takistan nie mógł zostać bierny. Początkowo jednak właśnie tak było, Jaglandzczycy w błyskotliwej kampanii rozbili Zeków zdobywając stolicę i efektywnie kontrolując połowę kraju. Triumf Holta zostaje jednak brutalnie przerwany w chwili, gdy na samą stolicę Rzeszy spadają wystrzelone z Takistanu pociski balistyczne, a osłabiony po walkach Jagland musi się zmierzyć z nowym dużo groźniejszym przeciwnikiem. Starcia w Zekistanie przeradzają się w długą wojnę dwóch równych mocarstw, trup ścieli się gęsto po obu stronach. Jednak największym przegranym są oczywiście sami Zekowie którzy traktowani są przez obie strony konfliktu odpowiednia jako żywe tarcze i mięso armatnie.

Po miesiącach walk to jednak Takistan wychodzi z konfliktu zwycięski, Jagland zmuszony jest się cofnąć uzyskując jedynie niewielkie tereny w Mazagran i Marawi. Oczywiście Takistańczycy ani myślą o wycofaniu się z zrujnowanego Zekistanu który po zaledwie roku zostaje wcielony do państwa po “w pełni demokratycznym” referendum, gdzie między innymi role obserwatorów pełnili wysłannicy z Korei Północnej. Kolejne lata to czas wzmacniania nadszarpniętej wysiłkiem wojennym gospodarki i przygotowania się do kolejnej nieuchronnej z punktu widzenia Takistanu wojny, której efekty dziś poznajemy można by rzec na bieżąco.

Podsumowanie:
Takistan osiągnął wiele, dziś jest to bez wątpienia jeden z najsilniejszych krajów regionu. Rozciągający się od morza do morza przyćmiewa terytorialnie nawet Abbarstan co najlepiej pokazuje potęge Zagrabadu. Długa droga, którą przybyli Takowie to czas ognia i miecza i choć wojny toczono głównie na północy, to podwaliny dla Wielkiego Takistanu położono na południu w chwili, gdy przed Takami klęknęli pierwsi Grecy. Porażka Afrenii zapewne przyniesie kolejnej zmiany terytorialne, los Ursany jest przesądzony, tak samo jak innych terenów spornych pomiędzy obydwoma krajami. Zakończenie jednoczenia ziem Abbarskich którego wszyscy jesteśmy świadkami rodzi jednak pytanie co dalej? Gdzie swój wzrok skieruje Takistan, czy w chwili gdy Ursana wróci do macierzy czas wojen zakończy się, czy może wręcz przeciwnie? Czas pokaże.
Devrekani - głupi ma zawsze szczęście
Stado baranów prowadzone przez lwa jest groźniejsza niż stado lwów prowadzona prze barana. Takim cytatem można podsumować działalność Devrekani przez ostatnie dekady. Nie ma chyba w międzymorzu narodu o gorszej opinii niż Persowie, a przysłowie tchórzliwy jak Deverekańczyk na stałe weszło do popkultury regionu.

Polityka:
Gdy Devrekani stanęło u progu Hellonu, naprzeciwko Persów nie stanęła garstka Koiończyków, a praktycznie cała ocalała armia, wsparta siłami z Afrenii i Trakonii. Persowie pokazali swoje tchórzostwo wcześniej, pokazali i tamtego ranka. Faktycznie “Niezwyciężona”, bo nigdy niewalcząca armia Persów zawróciła spod bram Hellonu i eskortowana przez Greków wróciła do kraju. “Marsz tchórzy” był ostatnim aktem zrealizowanym przez rząd jedności narodowej kierowany przez Związek Mędrców.

Kolejny blamaż i upokorzenie, zarówno przez podobno “pobitych” Greków i co dużo gorsze praktycznie wszystkich “sojuszników” spowodowały, iż nawet pokojowi Persowie mieli zwyczajnie dość. Związek Mędrców przestał istnieć na cztery dni przed planowanymi wyborami. W obliczu porażki inicjatywy szerokiego “sojuszu”, porażki Koionu Hellenonu, a wreszcie rozpadowi obozu rządzącego czarnym koniem wyborów okazała się Partia Wolności zagarniająca ponad połowę mandatów. Następne lata to czas izolacjonizmu Devrekani, Persowie mieli świadomość zdrady neowschodu i Altisu, jednak mieli i świadomość głupoty wówczas rządzących. Relację z sąsiadami choć oziębłe są poprawne po dziś dzień.

Zdecydowanie można stwierdzić, że Devrekani nie odnalazło się wówczas w wirach wielkiej polityki. Dziś Persowie, zdecydowanie lepiej odnajdują się w roli centrum usługowego, aniżeli kolejnego machającego szabelką kraju.

Podsumowanie:
Devrekani to ciekawy przykład kraju, który zarówno wygrał jak i przegrał. Tchórzliwi Persowie wyszli z obronną ręką z obu konfliktów które rozpaliły Międzymorze. Zginęła raptem garstka. Jednak sukces Devrekani w większym stopniu był owocem sukcesu koalicji, aniżeli samych Persów. Dziś Devrekani to jedno z największych center usługowych całego regionu, z stabilną gospodarką i brakiem problemów wewnętrznych i zewnętrznych. Paradoksalnie więc nawet nieistniejący od dekad Związek Mędrców pchnął kraj do rozwoju, jednak zasadnym będzie tutaj sformułowanie “głupi ma zawsze szczęście”. No, a szczęścia Devrekani miało i nadal ma w bród, jednak nie taka chyba była intencja wówczas rządzących. Czym jednak jak nie właśnie wypadkową szczęścia jest triumf?
Sakuarno – zaprzepaszczona szansa
Z przegranych w wojnach 2020 roku to Sakuarno wydaje się być tym który zyskał najwięcej. Dziś jest to kraj dobrze rozwijający się, który z wolna przetransformował się na działalność w sektorze usług. System kastowy faktycznie upadł, a społeczeństwo znacząco zliberalizowało się. Te wszystkie sukcesy nie są jednak zasługą Maraitów, a Qilińskich Panów Sakuarno którzy widząc możliwość rozwoju północnego sąsiada dla własnych interesów dali mu ją.

Polityka:
Sakuarno dysponuje silną armią, sprawną administracją oraz wysokimi moralami społecznymi. Niestety wystarczy jedno kliknięcie w Quilinie i czołgi stoją, banki nie działają, a pieniądze nie płyną. Sługa Qilinu, bo takie miano nosi Sakuarno potrafi gryźć jednak tylko wtedy, kiedy jest to w interesie Pana.

Wojsko Maraitów pełniące rolę korpusu ekspedycyjnego odwiedziły zarówno Kinsmud, jak i Karthago gdy wymagały tego interesy suwerena. Dziś będąc jedną z najbardziej elitarnych formacji regionu przynosi chwałę całemu Sakuarno, szkoda, tylko, że nie działa we własnym interesie.

Podsumowanie:
Sakuarno bez Bahassa i bez Platonii to Sakuarno wybrakowane, ale chyba dużo szczęśliwsze niż wcześniej. Republika Bahassa to miejsce, o którym świat chyba zapomniał i tak samo zapomnieli o nim sami Maraci.

Aquilia - spróchniały hegemon
Tak silna była Republika Rzymska jak silne były elity nią rządzące. Podobnie było w Aquili, kres elitaryzmu i rządu patrycjatu był szybki. Seria głupich decyzji i tysiącletnie rody obudziły się w rzeczywistości partii politycznych i populizmu które zmieliły niczym najlepsze z maszynek do mięsa. Kilka lat temu ostatecznie zlikwidowane jakiekolwiek znaki arystokracji - dziś każdy w Aquili jest równy. Zmiana, która nadeszła nie byłaby możliwe gdyby nie seria tragicznych w skutkach decyzji Senatu począwszy od pozostawienia Koionu Hellenonu podczas wojny i umożliwieniu porażki Greków, na organizacji częsciowo wolnych wyborów skończywszy.

Polityka:
Hegemonia Aquili nie skończyła się nagle, podgryzani przez dawnych sojuszników Rzymianie zwyczajnie oddawali kolejne pola ciesząc się własnym, cały czas olbrzymim sukcesem. Izolacjonizm i skierowanie uwagi na własne państwo to podstawy polityki Aquili której miałkości jest obiektem żartów całego Międzymorza. Odzyskawszy północne ziemię i kawałek Platonii Rzymianie osiągnęli szczyt swoich możliwości politycznych i wydają się być z tego faktu zadowoleni. Aquilia nie ma wrogów, ale nie ma również oddanych przyjaciół. Ma jednak pieniądze i armię, która umożliwia jej życie w takim układzie, w który nie zyskuje wiele, ale również nie traci.

Podsumowanie:

Aquilia jest największym państwem Międzymorza i jednym z najbardziej dostatnich. Jednak próżno w tym szukać sukcesów aktualnych rządów, jest to raczej owoc pracy poprzednich pokoleń który trudno byłoby zepsuć nawet najgłupszymi decyzjami.
Koion Hellenon - jaka piękna katastrofa
Koion Hellenon mógł osiągnąć wiele, jednak ten kto je łapczywie prędzej czy później się zadławi. Tak też zadławili się Grecy z Hellonu. Szybkie zwycięstwo na równienie kiedy to zlikwidowano KRWN, później równie szybkie zwycięstwo w Trakonii gdzie de facto anektowano połowę kraju rozbudziły imperialne plany Matthiasa Varberiosa na tyle, że zdecydował się on ruszyć po raz wtóry na równinę jakoby szukając osławionej w owym czasie grupy Centaurów - która jak miało się później okazać była grupką przez nikogo niewspieranych robotników. Chyba jeden z najgłupszych powodów do wojny jakie widziało Międzymorze.

Polityka:
Największe bitwa Międzymorza w której starły się z jednej strony siły Koionu Hellenonu, Republiki Amestris, z drugiej zaś strony wojska Republika Wielu Narodów, Republiki Qilin i Asyryjskiej Republiki Gaary przyniosła nie tylko śmierć setek osób, ale i stałe zmiany w mapie politycznej.

Greccy co prawda utrzymali sporą część swoich zdobyczy, głównie jednak dlatego, że nikt nie chciał stepu. Jednak utracili port w Amestris oraz zostali brutalni zrzuceni do drugiej ligi graczy politycznych. Co prawda zachowali niezależność polityczną czego nie można powiedzieć o ich sojusznikach z Amestris i Sakuarno, to ich rola uległa znacznemu pomniejszeniu.

Junta wojskowa szybko oddał władze w ręce rządzących po dziś dzień demokratów, toteż usługi zaczeły wracać na hellońską ziemię, jednak próżno szukać dawnego dostatku. Miejsce Hellonu na stałe zajął Quilin przy niewielkiej pomocy Hevropolis.

Podsumowanie:
Dziś Koion Hellenon to cień dawnego siebie, PKB porównywalne z Devrekanii jest tego najlepszym przykładem. W chwili upadku Kinselli Hellon staje się kolejnym z celi ekspansji Takistanu, tym jednak razem zapewne tej spod znaku dolara, aniżeli ognia i miecza. Czyżby Greków czekał podobny los jak Maraitów.

User avatar
Edek
Gracz
Posts: 414
Joined: Sat Sep 08, 2012 2:10 pm

Re: When Diplomacy Fails - temat główny gry

Post by Edek » Thu Dec 24, 2020 5:48 pm

Zakończenie sesji IX WDF
Gdzieś w Amestris
(…) Wiecie, ile kosztuje broń atomowa? Setki milionów dolarów, chemiczna? Dziesiątki tysięcy, neutronowa, magnetyczna, dźwiękowa i inna zapewne też miliony. Biologiczna? Wiecie ile kosztuje broń zdolna zabić miliony?!

Zgromadzeni niestety nigdy się nie dowiedzieli, ile kosztuje wunderwaffe amestriańskich katotalibów. Dwie rakiety altiańskiego drona szybko sięgnęły celu. Ostatnia aktywna komórka Synów Baranka spłonęła w ogniu eksplozji pocisków Hellfire. Zaprawdę, piekielny to był ogień.

Kilka dni później trawiony gorączką człowiek przekroczył jednak granicę Amestriańsko - Iszwalską. Udając się na dworzec majacząc dotknął naprawdę wielu drzwi, nie umiejąc powstrzymać kaszlu rzęził i w zapchanym autobusie. Trafiając wreszcie do wynajętego pokoju nie pożył długo, bo zaledwie dwa dni. Kolejny trzy dni zajęło powiązania zmarłego z Synami Baranka i odkrycie czego tak naprawdę był nosicielem. Wtedy było już jednak za późno.
Reuters nadaje już ponad dwusto zarażonych nową odmianą grypy w Iszwalu, wirus (...)

Góra Athos, Grecja
Duszący zapach kadzidła i echa modlitwy niosły się na wiele metrów od średniowiecznego klasztoru. Siedzący w ostatniej ławie starzec stracił wzrok kilka lat temu, Zamglone oczy przesuwały się rytmicznie wodząc za niewidocznymi przecież dla niego koralikami różańca, a z ust wydobywały się ciche słowa modlitwy. Wprawne oko z łatwością dostrzegłoby jednak dysonans w całej sytuacji,

Misterna robota, złote zdobienia i cedrowe drewno stanowiły bez wątpienia fachową robotę, jakże niepasującą do reszty ubioru mnicha i całego miejsca. Skąd w dłoni zwykłego mnicha znalazło się takie dzieło sztuki? Wielu braci zadawało to pytanie, jednak odpowiedzi nie poznał nikt.

Minuty, a po nich godziny upływały na recytacji kolejnych modlitw wielbiących Boga. Gdy wraz z chowającym się słońcem i one dobiegły końca starzec wspomagany przez ramiona współbraci opuścił kaplicę.

Nie uszli jednak daleko, zaledwie kilka kroków od progu. Kiedy to starcze ciało zwiotczało i osunęło się trzymając pion tylko dzięki pomocy współbraci. Przedśmiertne konwulsje wzdrygnęły delikatnie układnym na ziemii ciałemm. Dłoń otworzyła się, a do tej pory trzymany w zaciśniętej ręce krzyż zsunął się na ziemię. Było to bez wątpienia małe dzieło sztuki, jednak ciekawsze było to co było nań wyryte. Dwie litery S oraz B. Co znaczą? Tego nie wie nikt w klasztorze Św. Klemensa na górze Athos. Wy jednak chyba doskonale wiecie kim był starzec, z którego właśnie uszło życie.

Umierając nie bał się śmierci. Wiedział, że całe jego życie było podporządkowane woli Pana. Zarówno to o którym tak rzadko myślał, jak i to którym żył od ponad sześćdziesięciu lat. Po tym świecie błądził będąc prawdomównym, przed sądem wiecznym też nie skłamie. Sługa baranka od poczęcia, aż do śmierci - Selim Bradley.

User avatar
Edek
Gracz
Posts: 414
Joined: Sat Sep 08, 2012 2:10 pm

Re: When Diplomacy Fails - temat główny gry

Post by Edek » Thu Dec 24, 2020 5:59 pm

Cuż, to chyba koniec naszych przygód, bo w końcu napisałem podsumowanie. Dużo czasu minęło to i dużo rzeczy zapomniałem, ale jest parę rzeczy które należą mi na serduszku. O tym jednak zaraz. Bo wszak trzeba wskazać zwyciężców? :P

Ranking GM
Zwycięzcy:
1. Altis - no Anubis z gówna bicz ukręcił, szczęścia miał przy tym naprawdę w chuj, ale fakt jest taki, że wygrał politycznie i gospodarczo w dalszej perspektywie najwięcej, bo też niewiele miał na początku.
2. Qilin - Ares sprawnie rozgrywał swoją grę na uboczu, w konsekwencji wygrał na wschodzie i jak możecie przeczytać wrzucił pod swój but Sakuarno, a nawet wyprawił się dużo dalej do krain o których częśc z Was wie, a część zapewne sie wkrótce dowie :D.
3. Gaara - No Gaara sprzedała się jak dziwka, ale wyszło jej to na dobre, przynajmniej w moim mniemaniu.

Przegrani:
1. Amestris - no Sas jak zwykle miał ambitne plany, ale wyjebał się na biedzie swojego kraju. Choć nadal uważam, że gdyby nie zawinął kity w ostatniej wojnie to raczej za sprawą doświadczenie w grze wyszedłby z tego obronną ręką.
2. Koion - Kacek przygotowywał się po prostu na Czarnoruś chyba w testowaniu głupich rzeczy.

Na wyróżnienie zasługuje Przemoc dzięki któremu sesja w sumie przybrała taki :( niszczący obrót, ale dała też chyba każdemu okazję do wojaczki. Tych Centaurów naprawdę nie było i Kacke wjebał w wojnę zarówno Sasa jak i Kruka xD

Moja błędy:
- zapominalstwo, nie zapisywałem sobie rrzeczy podobnie jak robi to Sas i ech.. no lipa wychodziła
- przegięcie armii zewnętrznych, choć nie uważam, że Iszwal był OP - był realny przez pryzmat czasu i hajsu jaki został w niego wjebany przez pół mapy.
- zabicie Rince, no bitwy w tym mieście śnią mi się po nocach, zjebałem tą obronę po całości :( i Rince zdechł

Zapewne gdybym pisał to pół roku temu to byłoby więcej rzeczy, ale siłą rzeczy nie pamiętam już dużo.

Locked