[RÓŻNE] Lista podstawowych różnic w zasadach dla sesji drugowojennych i modern

Tutaj należy dyskutować o samej grze
Post Reply
User avatar
SaSTrooP
Site Admin
Posts: 924
Joined: Mon Aug 01, 2011 10:26 pm

[RÓŻNE] Lista podstawowych różnic w zasadach dla sesji drugowojennych i modern

Post by SaSTrooP » Fri Jan 29, 2021 1:44 pm

Tu będzie aktualizowana lista rzeczy, które ostentacyjnie się różnią od zasad w sesjach modern, co zwykle wynika z innej mentalności oraz słabszych zasad międzynarodowych w latach '40 (i w toku najkrwawszej wojny w dziejach).

1) Odwrócona jest zasada zakazu aneksji terytorialnej bez solidnego casus - w tamtych czasach nikogo nie dziwiły przymusowe wysiedlenia czy mało homogeniczne państwa, gdzie mniejszości nie traktowano jak dziś, chuchając i dmuchając, a często dość bezwzględnie (vide Szeklerzy węgierscy w Rumunii). Nieszczególnie utwartodzne były też zasady z Karty ONZ, zwłaszcza w zakresie nienaruszalność terytorium, a krytyka wojen napastniczych dopiero się poważnie zaczynała z paktem Briandta-Kelloga jako forefront całego wątku. Z tego względu w sesjach drugowojennych dopuszczalne jest znacznie swobodniejsze wymienianie się terytorium i powinno to wzbudzać niższe oburzenie międzynarodowe.
Trzeba mieć na uwadze jedynie te podmioty, które zawarły pakt Briandta-Kelloga, one powinny starać się bardziej uzasadniać wszelkie roszczenia, acz nadal w stopniu mniejszym niż modern.

2) Znacznie łatwiejsze ukrycie doniesień medialnych i kontrola prasy - w tamtych czasach nie było satelitów, internetu i mediów społecznościowych. Społeczeństwo żyło z wolniejszym obiegiem informacji i z mniejszą ilością bodźców. Z tego względu możliwe było ukrycie w tych czasach całych koncentracji wojsk, przerzutów po terytorium kraju, a nawet działała mechanika tajnych mobilizacji - dziś nie do pomyślenia. Z tego względu jak w modernie przerzut większych sił bądź mobilizacje czy koncentracje przy takich autostradach są niemal niemożliwe do ukrycia, tak w drugowojennych sesjach wywiad odpowiada za gromadzenie takich informacji - a i te mogą być opóźniane, bo wywiad działał na mechanice spotkań z dyplomatami lub skrzynek informacyjnych, a nie szyfrowanych komputerów.

3) Brak nowoczesnych zasad prasowych - pamiętacie nagłówki Betteridge'a? Tu to tak nie działa, przynajmniej nie w latach czterdziestych. Normą wtedy było dość ostentacyjne kręcenie dram w prasie, często w ogóle w żaden sposób nie zasłaniano danych, a nawet pomagano w identyfikacji bohatera publikacji (np. Marian nie zrobił rozróby na rynku w Lublinie - zrobił ją Marian Florczyk, właściciel kwiaciarni przy ul. Długiej, syn Tadeusza i Zofii - naprawdę tak pisano xD). Dużo trudniej pozywało się o defamację. Jednocześnie ludzie nie mieli dostępu do danych na żądanie - a to przez brak internetu. W rezultacie pomimo braku zasad prasowych ludzie po prostu byli mniej pamiętliwi i dużo bardziej wybaczający niż dziś, znacznie łatwiej było też o drugi start. Jak czytacie czasami o postaciach historycznych z XIX czy początku XX wieku to powinno rzucać się w oczy, że nieraz robiły te osoby rzeczy wręcz skandaliczne, a już o kilku latach coś diametralnie innego (np. ktoś był dowódcą w powstaniu i zamordował licznych okupantów, a już kilka lat później zajmuje stanowisko w rządzie kolaboracyjnym). To jest właśnie rezultat mentalności sprzed społeczeństwa mediów na żądanie i należy mieć to na uwadze.

4) Detaliczność kompanii - nie jest konieczne rozpisywanie wszystkich kompanii na plutony ze względu na większą skalę walk. Zaleca się jednak nadal detaliczne rozpisanie kompanii broni (bo w praktyce często walczy podzielona na plutony dające konkretne bonusy) oraz kompanii pancernej, gdzie też może dochodzić do jej podziałów i wspierania różnych odcinków.

5) Dostępność sprzętu niepochodzącego od własnych dostawców - w nowoczesnym WDFie generalnie zwraca się poważniejsza uwagę na tego typu kwestie dostępności. Wynika to z tego, że w dzisiejszych czasach mowa o bardzo skomplikowanych rozwiązaniach technologicznych, zwłaszcza w dziedzinach i na polu elektroniki czy optyki. Trzeba więc uważać, by sprzęt nie trafiał potem po całym świecie pod reverse engineering. W tamtych czasach było inaczej. Były naturalnie pewne rewolucyjne zmiany, jak pancerze odlewane czy nitowane, zawieszenia Christie itp. Lecz dotyczyło to głównie sfery mechaniki, a główny koszt i wysiłek produkcyjny kręcił się wokół skomplikowanej maszynerii zdolnej produkować tysiące części, z których technika wojskowa była zbudowana. Dziś już precyzyjna maszyneria nie jest nie wiadomo czym. Z tego jednak względu w drugowojennych kampaniach sojusznicy są mniej poirytowani zakupem sprzętu od konkurencji, przynajmniej jeśli nie są z konkurencją w stanie wojny (sojusznik UK istotnie może poirytować Londyn importując masowo od Rzeszy i zasilając jej wysiłek wojenny wprost przeciwko UK). Za to podobnie mocarstwa nie wymagają w tych czasach szeroko pojętych lojalek. Pamiętajmy też, że nie istniały wtedy tak liczne światowe korporacje lobbujące za zabezpieczeniem interesów zbrojeniowych oraz nie działały raczej systemy konsorcyjne. Sprzedaż sprzętu - abstrahując, że bardziej sprywatyzowana niż dziś i nieobjęta w sumie żadnymi - często działała na zasadzie "wolność Tomku w swoim domu" i wierność handlowa stała na znacznie niższym poziomie.

6) Mniejsze zasięgi ognia artylerii - w tych czasach większość armat dysponowała znacznie krótszymi armatami aniżeli dziś - i to przy założeniu, że nie mówimy w ogóle o haubicach. Nie znany też wówczas amunicji typu RAP (Rocket-Assisted Projectile), czyli amunicji posiadającej dodatkowe silniki i zasilającej się w locie. W rezultacie zwykle większość armat strzela jedynie na kilka kilometrów, ewentualnie nawet kilkanaście. To znacznie mniej niż efektywnie zasięgi ognia dzisiejszych armatohaubic, co należy mieć na uwadze zwłaszcza przy artyleryjskich bombardowaniach strategicznych. Ma to także znaczenie przy walkach kontrbateryjnych - dużo trudniej w praktyce jest ustawić się tak, by pozostawać poza zasięgiem ognia nieprzyjaciela i wymaga to niezłych umiejętności.

7) Nieskuteczność radarów artyleryjskich i walka międzybateryjna - w tamtych czasach w ogóle technologia radarowa była tzw. metrowa bądź decymetrowa, tj. o niższej dokładności siatki aniżeli dziś (radary centymetrowe i milimetrowe). Analogicznie radary do wykrywania celów lądowych i drgań były na znacznie niższym poziomie. W rezultacie precyzyjne ustalanie położenia wrogich baterii było znacznie wolniejsze i mniej efektywne. Z popularniejszych urządzeń to stosowano takie specyficzne urządzenia nasłuchowe, wyłapujące grzmot ognia zza horyzontu i na podstawie jego głośności ustalano w przybliżeniu dystans oraz kąt tegoż. Alternatywnie rolą obserwatorów bateryjnych był obserwowanie... pocisków jak nadlatują i spadają na pozycje, a także bieżąca analiza lejów (nawet pod ogniem!), by ustalić kąt pod jakim pocisk uderzył w ziemię. Następnie w oparciu o znane dane techniczne wrogiej broni kalkulowano tor lotu pocisku wstecz i tak naprowadzano się na wrogą baterię. Do precyzyjnego ustalenia położenia nieprzyjaciela stosuje się przede wszystkim obserwację lotniczą.

8 ) Utrzymywanie mobilizacji jako cassus belli - w tamtych czasach armie mało kiedy były stricte zawodowe, raczej wszyscy znaczący gracze mobilizowali się w razie potrzeby. jednocześnie mobilizacji zwykle oznaczała wojnę, jako że i te zwykle prowadzono jako standardowy środek rozwiązywania konfliktów międzynarodowej. W rezultacie mobilizacja była swoistym preludium. Stąd źle patrzono na na utrzymujące się mobilizacje, bo odczytywano je jako jednoznaczne przygotowanie do ataku. Zresztą jedną z przyczyn wybuchu wojny w 1914 roku była powszechna mobilizacja na całym kontynencie i obawy, że zaatakowany zostanie ten kraj, który z przyczyn gospodarczych pierwszy będzie musiał zmobilizowanych zwolnić z powrotem do pracy. Z tego powodu sam fakt mobilizacji nieszczególnie, powiedzmy, uzasadnionej zagrożeniem może być w tych czasach dostatecznym powodem do ataku sam w sobie.

9) Socjalizm, komunizm i inne - nasz region pozostaje odrobinę zapóźniony względem reszty świata (no bo jest na uboczu i jest mniejszy), przez co do koncepcji politycznych należy aplikować bardziej ich postawy, podstawy i dogmaty z lat '30, aniżeli czasów dzisiejszych.
Tamte czasy były generalnie... inne. Ludzie sporo się zmienili, a jak na rok 2021 to powoli zbliżamy się już do stulecia Drugiej Wojny Światowej, zaś stulecie Wielkiej Wojny już minęło, a sporo koncepcji politycznych pochodzi jeszcze sprzed niej. Z tego względu sporo koncepcji obecnych w Modernie wyewoluowało i ich wcześniejsze odpowiedniki są dość nieintuicyjne.
Poniżej krótki tutorial z opisem niektórych koncepcji politycznych i odmienności:
* Ruchy socjalistyczne - wtedy nie były zdominowane przez socjaldemokratów oraz komunistów w ujęciu nowoczesnym. ZSRR lat '30 oraz np. lat '70 to były bardzo różne twory pod względem ich ogólnego klimatu. Jednolity kształt komunizmu wynika z faktu, że ZSRR w końcu PO (a nie przed!) WW2 zdominowali narrację socjalistyczną i od niej uzależniali udzielenie, hmmm, pomocy finansowej. Tu jeszcze tak nie było - ZSRR był względnie na uboczu i walczył z licznymi problemami wewnętrznymi, przez co koncepcje konkurencyjne trzymały się dobrze. I tak też...
* Bolszewicy - to pierwowzór komunizmu Zimnej Wojny, to oni wygrali ostatecznie walkę o kształt socjalizmu. W latach '30 Bolszewicy byli dużo agresywniejsi, poszukiwali aktywnie poparcie w kręgach wojskowych, a nie tylko robotniczych. Nawet nie udawali, że zmierzają do pełnej dominacji partii i ich działaczy oraz totalitaryzmu informacyjnego. Byli ekstremalnie groźni w swoim pragmatyzmie w eliminowaniu wrogów (vide Katyń). Myśleli bardzo przyziemnie i kilka kroków do przodu, a propaganda dbała o to, by tę przyziemność ukryć. Dzielili społeczeństwo na nas (robotnicy) i wrogów (głównie burżuazja). Demokraci byli uważani za narzędzie burżuazji. UWAGA: doktryna Lenina zakładała pewne ciekawe rozwiązanie (choć w czasie tzw. Dni Lipcowych nie pykło), mianowicie partia bolszewicka miała dojść do władzy tylko w warunkach możliwej rewolucji, inaczej na pewno groziła jej porażka. Dlatego Bolszewicy w historii kilkukrotnie odmówili władzy czy formowania rządu mając przeważające poparcie, ale niedostateczne do rozjebania całego systemu i jego budowy od zera. Wtedy utrzymywali się w stanie jakby samoskazanej opozycji o wysokiej gotowości do działania i przechwytywali władzę dopiero, kiedy lud na pewno miał dość innych form władzy. Stąd należy uważać na Bolszewików jako głównego opozycjonistę w kraju.
* Mienszewicy - ruch ten został w ZSRR zniszczony krótko po przejęciu władzy przez Bolszewików, była to ograniczona opozycja względem tych drugich. Mienszewicy generalnie byli komunistami i generalnie także podążali ścieżką rewolucyjną, ale ze swoimi odmiennościami. Przede wszystkim nie byli per se totalitarni. Osią niezgody było to zresztą, że Lenin oczekiwał przynależności do struktur partyjnych jako obowiązku, a Mienszewicy twierdzili, że Partia powinna być w pewnym sensie "robotniczo elitarna" i kierować oddolnymi inicjatywami robotniczymi. Mienszewicy kładli mniejszy nacisk na brutalność samej władzy, poszukiwali mniejszego poparcia w siłach zbrojnych i promowali robotnicze samostanowienie. To ich ostatecznie załatwiło o tyle, że Bolszewicy po prostu mieli więcej wojska i byli gotowi strzelać i zakopywać w dołach z wapnem, by po kilku godzinach udawać normalnych obywateli. Mienszewicy są więc niewątpliwie komunistami, ale "czystszymi", mniej brutalnymi i bardziej skorymi do dialogu.
* Eserowcy - a prawidłowo socjaliści-rewolucyjni, kojarzeni głównie za sprawą Aleksandra Kiereńskiego. Eserowcy byli socjalistami, ale nie marksistami i najbliżej im do zachodnich socjaldemokratów tych lat. Ale eserowcy działali w mniej rozwiniętym społeczeństwie rosyjskim. Z tego względu nie byli oni jednoznacznymi zwolennikami demokracji, jednakże zmierzali do tego, by odpowiednimi regulacjami ruch chłopsko-robotniczy miał szczególnie silną (wymuszoną) reprezentację i grał pierwsze skrzypce jako przewodnia grupa narodowa (a więc nie było tego zachodniego synkretyzmu, że socjalistą demokratycznym może być każdy, a naród to system naczyń połączonych). Eserowcy nie byli totalitarni, ale nie mieli problemu z zabijaniem opozycji. Odrzucenie marksizmu powodowało odrzucenie per se jego podstawowych założeń jak materializmu historycznego (czyli historia walki o władzę zatacza koła), obowiązkowej walki klas, czy też utworzenia międzynarodowego rządu robotników i niekończącej się rewolucji. Dla nich rewolucja była praktyczna - miała zniszczyć system burżuazyjny, który po prostu wykorzystywał większość, ale nie stała za tym romantyczna idea przebudowy całego systemu.
* Anarchiści i anarchokomuniści - tu motywem przewodnim były dzieła Bakunina. Anarchokomuniści prawidłowo nazywają się anarchistami kolektywnymi tak w ogóle i to oni uzyskali przewagę ideologiczną. Anarchiści są wielkimi wrogami państwa i jakiejkolwiek centralizacji władzy, dlatego to coś innego niż ruchy robotnicze, które miały się łączyć w potężną partyjną strukturę. Anarchizm miał reprezentować wszystkich, ale agresywny był wobec innych niż ludzie pracy, którzy zdaniem tego ruchu byli pasożytami społecznymi. Wg. anarchistów mniejsze kolektywy ludzi miały zarządzać się same, a następnie umowami łączyć współpracą z innymi kolektywami i tak dalej. Środki produkcji miały więc należeć do kolektywu, własności prywatnej w ogóle nie miało być, podobnie jak dziedziczenia. Bakunin miał interesującą koncepcję wolności - może przez nią poza krótko żywą machnowszczyzną anarchokomunizm średnio zaistniał. Mianowicie uważał, że wolność jest zero-jedynkowa i dlatego nie można ograniczyć wolności człowieka w jakimkolwiek stopniu. W jego opinii gwarantem wolności była równość społeczna. I dlatego właśnie należało zakazać własności prywatnej jako czynnika wpływającego na równość. Siedzę w doktrynach politycznych grubo ponad dekadę i nadal nie rozumiem dlaczego Bakunin w ograniczeniu własności ograniczenia wolności już nie widział...
* Syndykaliści - to już nurt pewnego pograniczna w klimatach tzw. trzeciej drogi. Syndykaliści mogli być tez bardziej na prawo, najsłynniejsi z nich to narodowi syndykaliści hiszpańskiej Falangi, którzy stanowili większość w systemie frankistowskim pierwszego etapu w Hiszpanii. System Falangi był jednakże niewydajny i został zamieniony na klasyczny autorytaryzm (względnie faszyzm) kapitalistyczny, który spowodował w końcu, że to Polacy jeżdżą na truskawki do Hiszpanii, a nie Hiszpanie do Polski na zimnioki. W każdym razie, syndykalizm jest też dość zdecentralizowany i skupia się na ekonomicznej koncepcji ruchu robotniczego, a nie filozoficznej, czyli nie zastanawia się pierwszorzędnie kto kogo uciska. Jest bardziej praktyczny. Prymatu nie ma tam partia, tylko związek zawodowy bądź robotniczy, a ich większe zrzeszenia mają regulować państwo. Tu więc bliżej im do anarchistów. Wg. syndykalistów związek zawodowy o zlokalizowanym charakterze lepiej rozumie potrzeby robotników niż centralistyczna partia podzielona na frakcje. Syndykaty robotnicze miały sprzeciw wyrażać przede wszystkim w formie strajków oraz akcji bezpośredniej (czyli też walki, ale nie tylko). Na marginesie syndykalizm nie był znów taki nieskuteczny - jakkolwiek upadł w Hiszpanii wskutek niewydajności gospodarczej, to miał ważne miejsce w toku formowania się Jugosławii i końcowego kształtu gospodarczego tego kraju, który był też lepszy niż u typowych socjalistów.
* Sorelianie - to jest niezła banda, ale dość istotna. Polska postkomunistyczna historiografia kwalifikuje ich do syndykalistów, co jest błędem na poziomie równania faszyzmu i nazizmu, stąd trzeba czytać po angielsku. Sorelianie byli istotni o tyle, że na pewno zainspirowali powstanie faszyzmu korporacjonistycznego i połowę francuskich ruchów narodowych, w tym działający do dziś Action Francais. Ze względu na pewien prawicowy odchył tego ruchu był on właśnie wymazywany z kart radzieckiej historii. Generalnie sorelianizm powstał gdy pięść marksizmu zderzyła się z filozofią Nietzschego xD Otóż Sorel powiedział, że burżuazja kapitalistyczna uciskając ruchy robotnicze de facto prosi o pomoc w swojej słabości i dekadencji. Tymczasem robotnicy ze względu na walkę z przeciwnościami i obcowaniem z pracą stanowią homo faber - człowieka-kreatora, tego właśnie gościa z plakatów bijącego w kowadło, są definicją siły sprawczej człowieka. Sorelianizm malował rozwój państwa robotniczego jako etos odwagi i pionierstwa, a Sorel porównywał robotników francuskich w ogóle do traperów amerykańskich. W ten sposób ruch totalnie oderwał się od koncepcji ciemiężenia i marksistowskiej walki klas robiąc z ludzi pracy ubermenschów, a nie ofiary w kajdanach. Wg. Sorela należało tupnąć nogą i sprzeciwić się burżuazji, a następnie pójść własną drogą, co postawiłoby ich w sytuacji utraty rak do pracy i upadku. Stąd Sorel tu był bliski syndykalizmowi - mniejsza o formę, ale ludzie pracy powinni sami się zorganizować, wydobyć zasoby i kreować się obok kapitalistów, co doprowadzi do ich upadku. Jednocześnie Sorel podnosił, że ubermensch to właśnie człowiek pracy - czyli pracownik ma nieustannie edukować się i rozwijać, a słabe czy defetystyczne postawy były krytykowane. Do postawy człowieka pracy Sorela Mussolini odwołuje się wprost w manifeście z 1932 roku.

Przejdźmy teraz do nurtów spornych, czyli jedziemy z klasykami:
* Faszyzm klasyczny (korporacjonistyczny) - jest problematyczny w chuj. Faszyzm cechuje bowiem synkretyzm regionalny, tzn. inaczej manifestuje się ten ruch w każdym kraju, co wynika m. in. z odrzucenia jednolitej koncepcji ruchu robotniczego oraz internacjonalizmu i zastąpienie ich korporacjonizmem z ograniczonym nacjonalizmem. Dlatego jak na rok 2021 nikt nie potrafi umiejętnie go nadal zdefiniować, a definicje są z marszu odrzucane (jak choćby defnicja Eco), gdyż wypieprzają się na wczesnych etapach. Tak czy inaczej, faszyzm rzeczywiście wywodzi się luźno z ruchów robotniczych i jest względnie rewolucyjny. Opiera się na podkreśleniu prawa siły jako zdolności sprawczej człowieka i społeczeństwa. Zmierza do posiadania społeczeństwa złożonego z silnych ludzi, wobec czego czyni wobec nich oczekiwania na polu filozoficznym, jak nacisk na zdrowie fizyczne czy nieustającą edukację. Zwykle na czele kraju faszystowskiego stoi charyzmatyczny, silny lider, który jest uosobieniem tej sprawczości i odwagi. Partia działa koordynacyjnie i przewodnio, ale ruch generalnie jest oddolny i przekrojowy, ma stanowić współprace całego narodu jako systemu naczyń połączonych. Co ważne, faszyzm nie musi być totalitarny i per se nie jest totalitaryzmem, przykładowo Włochy nie wykreowały nigdy systemu totalitarnego, choć niby było to założenie Manifestu Roku 1932. Acz sama władza nigdy do tego po prostu konsekwentnie nie zmierzała.
Oryginalny faszyzm włoski jest korporacjonistyczny. Korporacjonizm to NIE JEST władza korporacji, tłumaczenie jest wadliwe. Chodzi o ówczesne znaczenie tego słowa, czyli korporacje zawodowe, w Polsce zwane samorządami zawodowymi bądź izbami. Faszyści przyjmowali, że złotym środkiem między kapitalizmem (wyzyskującym ludzi), a socjalizmem (niewydajnym w zarządzaniu i kłótliwym), jest właśnie władza ludzi doświadczonych na danym polu, uzbrojonych we władcze instrumenty i wspieranych w razie czego przez państwo. I tak przykładowo reguły zabudowy czy rynku budowlanego kreować miała w faszyzmie klasycznym np. izba budowlańców i architektów, a tam wzajemnie dogadywać się między sobą. Nadzór nad regionalnymi zbiorami sprawowałyby spółdzielnie robotnicze itp. Te są jednakże przejawem władztwa - nie ma cię w nich, nie ma cię w społeczeństwie, nie możesz się realizować jednostkowo na polu wolnorynkowym, bo potrzebujesz reprezentacji korporacyjnej.
* Faszyzm kapitalistyczny - ten nurt jest już raczej powojenny, najczęściej określa się nim Hiszpanię frankistowską z okresu tzw. dekady cudu, określenie pojawia się też do pinochetyzmu. Moim zdaniem jest prawidłowe, bo pinochetyzm nie powinien się nazywać pinochetyzmem, gdyż nie zmierzał jakoś wyraziście do wygenerowania własnej filozofii, a raczej czerpał ze sprawdzonych rozwiązań z przeszłości. Anyway, koncepcje zarządzania państwem pozostają względnie niezmienione, mamy monopartyjność, system naczyń połączonych i charyzmatycznego lidera ucieleśniającego jedność obywateli.
To gospodarczo jest różnica, mianowicie ten faszyzm uważa, że korporacjonizm jest niewydajny, bo nadal steruje kolektywnie zasobami gospodarczymi, czym popełnia błąd socjalizmu. Zamiast tego ten nurt jest zwolennikiem swobodnego wolnego rynku z ograniczoną państwową kontrolą głównie strategicznych inwestycji. Jednostki działają na własny rachunek i na własne ryzyko, co najwyżej powinny sobie pomagać wskutek właściwej postawy moralnej, ale nie państwowej knagi. Prymat ma jednak jedność narodowa ponad mechanizmami rynkowymi, to znaczy że pieniądz jak najbardziej ma kapitał, a nie można szkodzić innym obywatelom. Stąd np. wyzysk robotniczy jest eliminowany w drodze nacisku politycznego, kija oraz marchewki jako niepożądany ze względu na wywoływanie niepotrzebnego cierpienia innego obywatela.
Jak odróżnić działania dobre i złe? Wszystkie faszyzmy - oraz akurat nazizm też - mają coś, co nazywa się Volksgeist, czy też duch narodu. Volksgeist jest bardzo niedookreślonym i opisowym przedstawieniem modelowego obywatela, w oparciu o który kreuje się obywatela pożądanego i niepożądanego. Volksgeist nie może być jednak zbyt ostry, bo społeczeństwo jest przekrojowe i musi pozostawić jednostkom pole do manewru z uwzględnieniem ich zdrowego indywidualizmu.
* Nazizm - są problemy z jego kwalifikacją, w mojej osobistej opinii nazizm jest jednoznacznie socjalistyczny, co dowodziłem w serii wpisów poza tą grą. Nazizm w ograniczonym zakresie wyrasta z faszyzmu, ale nie jest to czysty offshot. Nazizm powstał twardo na bazie ruchów robotniczych z domieszką konceptu narodowego jako spoiwa po Wielkiej Wojnie. Nazizm co najwyżej inspirował się ruchem faszystowskim co do symboliki i soreliańskiej koncepcji ubermenscha, bo faszyzm był skuteczny przeprowadzając w 1922 roku rewolucję. Tak czy inaczej, nazizm zakłada prymat ruchu robotniczego w kierowaniu losami kraju (co m. in. wyłącza go z pojęcia skrajnego nacjonalizmu jako osobnego nurtu politycznego obecnego w niemal każdym kraju). Gospodarka jest centralnie sterowana, ale klasa posiadająca nie jest per se wrogiem ludu jak w socjalizmie klasycznym. Zamiast tego stosuje się mechanikę kija i marchewki, gdzie klasa posiadająca może zachować pewne przywileje pod warunkiem, że świadczy dostatecznie dużo na rzecz przewodniego ruchu robotniczego. Wrogiem nazizmu nie są robotnicy - tylko marksizm, stanowiący uosobienie żydostwa i sposób na podprogową kontrolę robotników. Naziści odrzucili koncept walki klas i tu zbliżeniu są nieco do syndykalistów (dominacja robotników), ale też wyrzucono koncept internacjonalizmu, zamiast tego umieszczając narodowość i etniczność jako podstawowe pozagospodarcze spoiwo, w ramach którego buduje się wspólnotę gospodarczą opartą o wzajemnych zależnościach i rezygnacji z indywidualizmu (czyli trochę jak korporacjonizm).
Nazizm jest wadliwie zestawiany z faszyzmem głównie za sprawą działań radzieckich bolszewików. Stali oni w opozycji do nazizmu od samego początku jako konkurencyjnego ruchu robotniczego i próbowali wyeliminować powiązania słów "nazizm" i "socjalizm". Przede wszystkim na wschodzie obsesyjnie nie rozwijano zlepka "nazizm" i etapowo równano go z faszyzmem, który nazewniczo nie ma robotniczych konotacji (nazwa faszyzmu nawiązuje do siły i jedności, stąd rózgi liktorskie). W okresie międzywojnia swobodnie używano na zachodzie określenia nazizm, nawet powszechnie używała go polska prasa. Pojęcie to wyrugowano w okresie PRL i dopiero rozróżnienie wraca, choć z dużym trudem.

10) Weksle - dziś już dość rzadka instytucja, choć zdarza się w relacjach państwowych, w okresie międzywojnia aż do ok lat '70 - rzecz podstawowa. Wyparta dziś przez karty kredytowe, płatnicze i w pełni zinformatyzowany system bankowy. Wtedy zaś podstawowa forma płatności o charakterze odroczonym. Weksel jest dokumentem tworzącym zobowiązanie abstrakcyjne - tj. takie, gdzie zobowiązanie stwierdza się dokumentem a nie faktem (czyli w duuużym uproszczeniu weksel może być fikcyjny bądź pozorny). Weksel wystawia tzw. trasant (przy wekslu trasowanym, najpowszechniejszym w obrocie handlowym) i to on jest dłużnikiem zobowiązującym się do płatności odroczonej. Beneficjentem takiego weksla jest podobnie brzmiący trasat jako wierzyciel podstawowy. Ten jednak wekslem może tzw. indosować (indos), czyli na specjalnym druku dopinanym do weksla przekazać go kolejnej osobie, dalej przesyłając zobowiązanie. W rezultacie niezapłaconym wekslem można płacić na zasadzie szybkiego przenoszenia zobowiązania, co stanowiło ówczesny odpowiednik przyspieszenia księgowania.
W normalnym toku rzeczy załóżmy, że jest Spółka A. Ta kupuje od Spółki B rzeczy, które spółka B importuje od przedstawicielstwa narodowego Spółki C za pomocą usług transportowych spółki D.
Dziś załatwiamy to serią szybkich przelewów internetowych i po sprawie. Wtedy tak nie było - Spółka A musiałaby iść do banku i zlecić płatność za zakup na rzecz spółki B bądź zapłacić im gotówką w siedzibie. Spółka B wtedy dopiero zapłaciłaby na rzecz spółek C (za towar) i D (za przewóz). Te zaś musiałyby czekać na pieniądze, by zapłacić wykonawcom czy pracownikom (np. kierowcom). W rezultacie im dłuższy łańcuch tym bardziej zagrożona wypłacalność.
W systemie wekslowym spółka A wystawia weksel trasowany na spółkę B. Ta w podanym przykładzie weksel indosuje (przenosi w ramach rozliczenia) na spółkę np. C (można weksel dzielić ale pomińmy to). Dzięki temu spółka B płaci tylko na rzecz spółki D z własnych rezerw (albo też wystawia jej weksel). Przedstawiciel spółki C zjawia się w siedzibie spółki A i mówi, że dostał weksel od spółki B i teraz jest nowym trasantem wskutek indosu i żąda zapłaty. Dzięki temu spółka A płaci tylko raz - do rąk spółki C a rozliczenia trzech spośród czterech spółek są rozwiązane.
Weksle wystawiano na specjalnych papierach (jest to papier wartościowy ogólnie, tak jak akcja w spółce czy obligacja). Sam rodzaj papieru przypominał banknotowy i państwo wystawiało go w seriach numerowanych indywidualnie, tzw. bloczki wekslowe dostawano w urzędach pocztowych. Oczywiście weksle były przedmiotem fałszerstw jak i banknoty i groziły za fałszerstwa bardzo surowe kary, był to też jeden z trzonów działania europejskiej przestępczości tych lat.
Ciekawostka: Weksle w Polsce uregulowano ustawą z 1936 roku, która w niemal niezmienionej formie funkcjonuje w polskim systemie prawnym do dziś.

Więcej zasad i objaśnień będzie dodawane z czasem.
MISTRZ GRY
GAME MASTER
GM

Post Reply